Opis
W mrokach listopadowego nieba, gdy ciemność rozlewa się na całe okolice Sześciu Domków nadchodzi ostry sos, który sprawia, że sprawy zaczynają miewać się dobrze, lepiej. Pamiętaj, aby kroczyć wyłącznie drogą asfaltową. Zejście choćby na krok z niej grozi śmiertelnym niebezpieczeństwem. Rozejrzyj się, czy aby na pewno pod światłem ledwo świecącej latarni nie stoi dziwna istota. Nigdy nie rozpoznasz, czy to człowiek, który założył czaszkę jelenia na głowę, czy jednak pod czaszką nie ma nic. Albo jest jedno… Niewiele…


Ostry sos, który straszy
Szósty domek od końca, ma tak jak każdy nasz produkt epicki opis. Jednak nie będzie tutaj za dużo elementów slow life i slow food. Zbiory na ten sos to czysta ewakuacja i popłoch. Z reguły wisi nad nami widmo grubego jesiennego przymrozku, który „ugotuje” wszelkie liście i papryczki w tunelu. Dlatego trzeba się spieszyć i walczyć z czasem. Jeśli tego nie zbierzesz, tracisz to. Bo na drugi dzień papryczki są już miękkie i zwiędnięte.
Fermentacja ostrego sosu
Na szczęście fermentacja/kiszenie przebiega już na spokojnie, w bardzie przyjaznych warunkach. Tutaj już nie ma pośpiechu i presji. Spokojnie czekamy, aż sos będzie dojrzały i gotowy do rozlewu. Takiego sosu nie dostaniecie w żadnym supermarkecie. Mamy tutaj nie tylko kiszony produkt, ale dodatkowo niepasteryzowany. Wszelka dobroć płynąca z kiszonek nadal żyje w każdej butelce Szóstego domku od końca. Ogromną zaletą tego typu sosów jest to, że mogą one stać na prawdę długo w lodówce.
Jest to wyjątkowy sezonowy ostry sos, który pojawia się na zakończenie całego cyklu uprawy ostrych papryczek. Wskazuje nam on czas na odpoczynek, ale i rozpoczęcie przygotowań do kolejnego sezonu. I podobnie jak gleba na naszej farmie chili teraz odpoczywamy, regenerujemy się i wpadamy w lekki letarg przełomu jesieni i zimy. A ten ognisty sos jest idealny do każdej z tych aktywności. Zadba o zdrowie, relaks i wystrzał endorfin.


